
TAK dla życia, NIE dla zabijania nienarodzonych. TAK dla bezpieczeństwa Wiary, rodziny i własności Polaków, NIE dla homopropagandy, NIE dla dyktatu obcych ambasadorów i eurokomisarzy. Chcemy suwerennego państwa, nie landu eurokołchozowego, nie tęczowej republiki dewiantów i migrantów, nie „rzeczpospolitej przyjaciół” Polin. – mówił dla portalu ZLUBACZOWA.PL Grzegorz Braun, lider podkarpackiej listy Konfederacji w wyborach do Parlamentu Europejskiego.
Pochodzi Pan z Torunia, niedawno startował w wyborach na Prezydenta Gdańska, a w wyborach do Europarlamentu jest Pan liderem listy na Podkarpaciu. Czym chce Pan przekonać wyborców do głosowania na Pana?
Do dłuższej listy proszę dodać jeszcze Lublin, gdzie zaczynałem naukę, Wrocław i Katowice, gdzie kończyłem studia. Bywałem te tu i ówdzie za granicą, obecnie mieszkam z żoną i dziećmi pod Warszawą. Z Podkarpaciem wiążą mnie ściślej rodzinne korzenie. Np. mój ś.p. dziadek Juliusz, później adwokat, był przed stu laty pierwszym harcerzem w Nisku, mój pradziadek Karol był tu notariuszem i prezesem „Sokoła”. Rodzinne tradycje służby publicznej, m.in. właśnie na Podkarpaciu, są dla mnie najpoważniejszym zobowiązaniem.
Czy miejsce startu ma dla Pana jakiekolwiek znaczenie? Pan jako europoseł będzie reprezentować Podkarpackie czy jednak przede wszystkim Polskę.
Jedno z drugim jest nierozłączne. Jak w każdej działalności, liczy się lokalny konkret, ale jednocześnie interes narodowy. Problemów regionu, których listę na Podkarpaciu otwiera niewątpliwie skomunikowanie z centrum kraju, nie rozwiążemy bez zaangażowania władz ponadregionalnych. Podobnie skuteczny odpór żydowskim roszczeniom możemy stawiać wyłącznie na szczeblu państwowym.
Wielu wyborców sprawdzając w internecie nazwisko Grzegorza Brauna natknie się na informacje że jest Pan sceptykiem Unii Europejskiej. Po co więc chce być Pan europosłem?
Logika polityczna w tym sezonie podpowiada, że aby móc wpływać na bieg spraw publicznych w naszym państwie, trzeba najpierw okazać się skutecznym w walce o europarlament. Trzeba wyruszyć do Brukseli, żeby szerszą ławą iść potem na Warszawę, na Wiejską. Nasza Konfederacja właśnie do tego zmierza.
W ostatnich wyborach Okręg 9 czyli woj. Podkarpackie otrzymało 3 mandaty. Jeden trafił do E. Łukacijewska z PO a dwa dla Prawa i Sprawiedliwości Pana Tomasza Poręby i Stanisława Ożóga którzy razem uzyskali niemal 50% głosów (196 tys. głosów). Żeby zdobyć mandat trzeba uzyskać poparcie przekraczające 70 tys. głosów, czyli musi Pan przekonać sporą część wyborców Prawa i Sprawiedliwości. Jak chce Pan tego dokonać?
Już tego dokonaliśmy. W trakcie tej niedługiej, ale intensywnej kampanii nasza Konfederacja wyrosła na trzecią siłę polityczną w kraju. Co do niektórych moich szanownych konkurentów, niestety uchylają się oni od publicznej debaty. Może więc Państwo zapytacie przy okazji pana deputowanego Porębę, co robił przed rokiem, w czerwcu 2018 w willi Mosadu pod Tel Awiwem? Izraelska telewizja doniosła, że razem ze swoim kolegą eurodeputowanym PiS Legutką „negocjowali” tam sprawę ustawy o IPN, która natychmiast potem została odwołana. Broń nas Boże przed takimi negocjatorami.
Lubaczów to niewielka miejscowość znajdująca się tuż przy granicy z Ukrainą, która ma swoje problemy. Czy Pan, człowiek niezwiązany z regionem może dobrze reprezentować mieszkańców?
My Konfederaci mówimy wyraźnie: TAK dla życia, NIE dla zabijania nienarodzonych. TAK dla bezpieczeństwa Wiary, rodziny i własności Polaków, NIE dla homopropagandy, NIE dla dyktatu obcych ambasadorów i eurokomisarzy. Chcemy suwerennego państwa, nie landu eurokołchozowego, nie tęczowej republiki dewiantów i migrantów, nie „rzeczpospolitej przyjaciół” Polin. Nie będą zboczeńcy wychowywać naszych dzieci, nie będą Żydzi, Niemcy, ani Ukraińcy uczyć nas historii, nie będą brukselscy biurokraci pouczać nas, jak mamy się rządzić w własnym kraju. To chyba nie mniej istotne w Lubaczowie, niż w innych pięknych zakątkach Polski?

