![]()
To miała być udana rewanżowa historia po finale sprzed roku, ale scenariusz ponownie napisała KS Wiązownica. W środowy wieczór Pogoń-Sokół Lubaczów znów musiała uznać wyższość rywala w finale Okręgowego Pucharu Polski Podokręgu Jarosław. Tym razem gospodarze wygrali 1:0 i obronili trofeum.
Przed rokiem o zwycięstwie Wiązownicy decydowały rzuty karne. Tym razem zespół z Lubaczowa chciał odwrócić losy tej rywalizacji, ale ponownie zabrakło skuteczności. KS Wiązownica, występująca na co dzień w IV lidze i zajmująca obecnie 8. miejsce w tabeli, po raz kolejny udowodniła, że w pucharowych realiach potrafi wykorzystać swoje atuty.
Pogoń-Sokół prowadziła grę, Wiązownica była skuteczna
Od pierwszych minut mecz był wyrównany, ale z czasem przewagę zaczęła budować Pogoń-Sokół. Zespół z Lubaczowa częściej utrzymywał się przy piłce, próbował ataku pozycyjnego i częściej gościł pod bramką rywali. Problemem była jednak skuteczność i brak konkretnego wykończenia.
Najlepszą okazję w pierwszej połowie miał Czepielik, który w 35. minucie uderzał z kilku metrów, ale bardzo dobrze interweniował Adam Łamasz.
Kilka minut później gospodarze wykorzystali swoją szansę. Po szybkim ataku lewą stroną i dograniu piłki przed pole karne futbolówka trafiła do Piotra Pindaka, który uderzył z pierwszej piłki i precyzyjnym strzałem przy słupku pokonał Tomasza Siryka. Jak się okazało, była to akcja, która rozstrzygnęła finał.
Napór po przerwie i niewykorzystane okazje
Po zmianie stron obraz gry był jeszcze bardziej wyraźny. Pogoń-Sokół Lubaczów ruszyła do odrabiania strat i przez większość drugiej połowy zamknęła gospodarzy na ich połowie. Wiązownica cofnęła się głęboko, koncentrując się niemal wyłącznie na obronie prowadzenia.
Zespół z Lubaczowa długo szukał sposobu na sforsowanie dobrze ustawionej defensywy. Gospodarze bronili się jednak bardzo konsekwentnie, nie zostawiając wiele miejsca w polu karnym.
Najbliżej wyrównania było w 66. minucie, kiedy piłka po akcji Pogoni-Sokoła zatrzymała się na poprzeczce. Swoją szansę miał także Oskar Majda, ale z bliskiej odległości nie zdołał skierować piłki do siatki. Próbował również Adam Imiela, lecz i tym razem zabrakło precyzji.
Mimo wyraźnej przewagi po przerwie i długich fragmentów gry pod polem karnym rywala, Pogoń-Sokół nie zdołała doprowadzić do wyrównania. Wiązownica przetrwała napór i po końcowym gwizdku mogła rozpocząć świętowanie.

